anielska lekkość bytu...
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Ci, do których wracam...
Musisz być całym sercem tam, gdzie postanowiłeś zostać. Jak rozdarte królestwo nie potrafi odeprzeć ataków wroga, tak i rozdarty człowiek nie może życiu stawić godnie czoła. Paulo Coelho
"One ne voit bien qu'avec le coeur. L'essentiel est invisible pour les yeux." A. de Saint-Exupery
WIELU LUDZI PRZEZ CAŁE ŻYCIE POSZUKUJE WŁAŚCIWEJ DROGI DO SZCZĘŚCIA I NIE STARCZA IM ŻYWOTA, ABY JĄ ODNALEŹĆ. WSZAK LEPIEJ BY ZROBILI, GDYBY OD RAZU POSZLI I ZAPYTALI WŁASNEGO SUMIENIA, DOKĄD DALEJ POWINNI PODĄŻAĆ. Sokrates z Aten
Chester ©
Kategorie: Wszystkie | Codzienności... | Mapa marzeń
RSS
poniedziałek, 06 lutego 2006
Księga strat...
Notuję straty, w swoim sercu je zapisuję...Pogubiłam ludzi, tak dla mnie ważnych i może dlatego ostatnio czuję się tak, jakby ktos mi nieźle przyłożył...A to nie ktoś, to ja sama popełniłam błędy, za które czasami tak surowo oceniam innych...Nie umiem przyznać się do porażki, więc wycofuję się do swojej "skorupki"...Tak zwyczajnie, jak kiedyś...
Czy zawsze jakiś zysk musi się łączyć z jakąś stratą?Starałam się połączyć wszystko, wszystkich zadawalać, ale mi nie wyszło...W pewnym momencie poczułam się taka zmęczona, taka cholernie zmęczona tym "biegiem"...I potknęłam się... Czy M. poczuła się słusznie dotknięta? Skoro tak się poczuła, to pewnie tak...Czy ja umiałam postąpić inaczej, przyznać się do swoich strachów i niepewności? Skoro tak nie zrobiłam, to chyba nie...Nadal chyba nie jestem do tego przygotowana...Mieszają się we mnie uczucia pewności i takiej głębokiej niewiary w to, że będzie dobrze...I jak o tym mówić - nawet najblizszym - skoro sama tego nie rozumiem? I z "K" też mi się nie układa...Kłóce się z nią coraz częściej, unikam...Uciekam, bo przy niej czuję się winna, że pozwoliłam sobie na zmianę swojego życia i na miłość...Tylko K. mi pozostała i drżę, że lada chwila zrobię coś co sprawi, że się od siebie oddalimy...Jej o pewnych rzeczach nie muszę mówić, ona podskórnie wyczuwa moje strachy i wątpliwości, bo przeżyła to co ja i walczy z tymi samymi upiorami...Ale tęskinię za M. i za dawnymi, dobrymi relacjami z "K"...
Czuję się wyczerpana...Pracą bez satysfakcji, coraz mniejszą nadzieją, że coś się zmieni, że w końcu będę robić coś z pasją...Do rostroju nerwowego doprowadzają mnie klienci i rodzice...Nie potrafię pojąć ich postawy i znieść odrzucenia, bo jak inaczej mozna nazwać tą ich chęć nieodpartą, by pozbyć się mnie z domu? Mój związek wchodzi, zdaje się, w kolejną fazę i z trwogą obserwuję co z tego wyniknie. Wiem, że to nieuchronne, ale stare wspomnienia nie pozwalają mi się nie lękać...Ciągle jestem zamyslona i stronię od ludzi...Nie mogę dojść do ładu z wszystkimi negatywnymi emocjami i zyje sobie tak w ciągłym stresie...I wykańcza mnie to...
I nie mam siły, żeby zareagować na te straty, które ponoszę...
sobota, 17 grudnia 2005
ster,okręt,kapitan
czyżbym wracała do czasów:"sama sobie sterem, okrętem i kapitanem"? zresztą - dlaczego nie? było mi dobrze...poznałam i doceniłam wtedy smak "singlowania"...tyle się działo, a jaka dobra zabawa była...siedzę, muzyka na uszach...nogi same chodzą...dawno nie byłam się nigdzie wyszaleć :( muszę to nadrobić...tylko bez facetów (znaczy się swoich własnych), bo jacyś to oczywiście mogą być ;)...hmm, trzeba wyruszyć na "łowy" i kupić sobie coś seksi...a potem powyginać śmiało ciało...
mówię "nie" dla starych błędów
ile razy można przymknąć oczy na niedotrzymanie słowa? na kłamstwo, niedopowiedzenie? strasznie jestem wyczulona na tym punkcie i boję się, że przesadzę...ale ja byłam oszukiwana - latami...dookoła mnie krążyły myśli, które nie przerodziły się w odpowiednie słowa i nie chcę do tego powracać...najgorsze jest to, że do wczoraj tak Mu ufałam, że dałabym sobie "rękę odciąć" za Niego...a teraz już tego nie ma, teraz się dziesięć razy zastanowię...przemyślałam sobie, podjęłam decyzję...odejdę, jeżeli to się powtórzy...wybaczałam D. za każdym razem, gdy nie dotrzymał słowa, do niczego dobrego to nie doprowadziło...nie powtórzę starych błędów...nawet jeżeli będzie trudno powiedzieć: "do widzenia"...
czwartek, 15 grudnia 2005
zmęczenie materiału...
jeżeli chodzi o mój osobisty materiał genetyczny to się ostatnio strasznie zmęczonym czuje...Bliscy patrzą na mnie i mówią: ty chyba zmęczona jesteś, bo tak jakoś wyglądasz...niewyraźnie i oczy masz takie czerwone i załzawione...a ja wracam do domu i padam na twarz...i ciągle nie mam czasu tylko dla siebie...i czasami mi tego tak bardzo brakuje, że miewam już wszystkiego dość...wychodzę rano, wracam wieczorem, albo w nocy...brrr, nastąpiło zmęczenie materiału...a czas tak jakoś umyka niepostrzeżenie...a ja tak nie chcę!!! chcę się delektować i czuć, że mam czas...mam czas...czas na miłość, czas na przyjaźń, czas na buszowanie w trawie i w chmurach swoich fantazji...a tu takie zmęczenie...
wtorek, 13 grudnia 2005
czymże jest?

więc czymże jest miłość? jest? może jednak jest...czymże jest ten dotyk policzka, tak czuły, że zdaje się czasem jakby go nie było, ale przecież jest...tak bliski, tak ciepły, a przecież tak nowy, niepoznany...obcy jeszcze wciąż obcy...czymże jest ta obecność krzycząca swoją cierpliwością...uczucie zapomniane, dalekie, a tak błogie - pewność... tak, On jest obok (jednak wciąż obok a nie z) i wiem, że jest dla mnie, przy mnie...zamykam przy Nim oczy i czuję pod powiekami rozlewający się spokój...nie, to nie sen, nie zmęczenie, to westchnienie ulgi, że jest tuż tuż przy mnie...dotykam ustami jego dłoni i... nie, nie dziekuję jeszcze Bogu, że jest... jeszcze umiałabym żyć bez Niego...dziękuję za błogosławieństwo tej chwili, kiedy On tymi dłońmi otwiera pozatrzaskiwane we mnie furtki...

więc czymże jest miłość? czy jest tamtym żywym bólem i tą nową mi czułością? czymże jest...

środa, 23 listopada 2005
a na Łódzkiej pada deszcz...deszcz ze śniegiem...

konieczność istnienia trudna jest dzisiaj dla mnie do zniesienia...pojawiły się znowu pytania o cel, drogę, wybory... co dalej, z kim, z Nim, bez Niego? mam biec, uciekać, przystanąć jeszcze na chwilę, poczekać?

nie umiem tak -trwać, wegetować, nie wiedzieć czego chcę- tyle innych rzeczy jest niewiadomych w życiu, że chociaż to chciałabym wiedzieć...dokąd idziesz Aguś?dokąd?

te ostatnie dwa miesiące sprawiły, że zapomniałam przez chwilę o swoich marzeniach, celach...zresztą nie brałam w swoich planach pod uwagę tego, że w moim życiu pojawi się Ktoś...ale się pojawił i co teraz? czy mam zmienić plany, brać poprawkę na Niego, czy zapomniec o uczuciach - nigdy niczego dobrego mi nie przyniosły...przeciez wiem, mogę liczyć tylko na siebie, przecież już sie tego nauczyłam...

i co teraz Aguś, co teraz?

jak wiele mogę Mu dać, jak wiele on mi? czy to wystarczy, czy przetrwa?

i co teraz?Aguś, co teraz?

czwartek, 27 października 2005
zawirowanie

wpadłam w wir uczucia...porwało mnie jak trąba powietrzna... nie, raczej pozwolilam, żeby mnie porwało...pomyślałam: dlaczego nie, dlaczego nie dać się unieść temu wszystkiemu, dlaczego nie popłynąć? i stało się :)

doznaję emocji, wrażeń i przeżyć, które mi były obce do tej pory... może wydawać się to dziwne w ustach dziewczyny, która była z kimś osiem lat, ale tak jest... okazywanie uczuć: patrzenie głęboko w oczy, pocałunki na oczach innych, przytulanie się... takie nieziemskie uczucie pewności...i inni, którzy przecierają oczy ze zdumienia, bo znaja mnie tyle lat, a jeszcze mnie takiej nie widzieli...

szczęśliwa jestem

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18